Miażdżyca - problem wciąż niedoceniany
2012-01-02 12:52:36 Redakcja am24.pl

Marcin Wełnicki rozmawia z prof. Markiem Naruszewiczem, prezesem Polskiego Towarzystwa Badań nad Miażdżycą, na temat czynników ryzyka, profilaktyki i leczenia miażdżycy. Prof. Naruszewicz powiedział, że "miażdżyca może występować i zazwyczaj jest już obecna w okresie życia płodowego.
Wiele zależy od diety i warunków, w jakich funkcjonuje ciężarna kobieta. Jeśli matka znajduje się pod wpływem niekorzystnych czynników środowiskowych, tworzy się tak zwany układ epigenetyczny. To sytuacja, w której niekorzystne czynniki środowiskowe nakładają się na specyficzną podatność danego człowieka na choroby układu sercowo-naczyniowego. Taką osobniczą skłonność stwierdza się dzisiaj u około 30% populacji. Są to tak zwane snipy, czyli polimorfizmy genetyczne zwiększające ryzyko przedwczesnego rozwoju miażdżycy. Obecność tej specyficznej podatności nie przesądza jednak o wczesnym występowaniu choroby, nie możemy zresztą badać pod tym kątem każdego człowieka zaraz po urodzeniu. Chodzi nie tylko o wysokie koszty takich procedur, ale również o szereg kwestii moralno-etycznych związanych z badaniami genetycznymi, w tym szeroko pojęty wpływ na dalsze losy chorego, któremu uświadamiamy obecność swego rodzaju piętna. Podstawowym założeniem profilaktyki miażdżycy jest zresztą zapewnienie homeostazy ustroju poprzez zapobieganie gromadzeniu się cholesterolu w ścianach naczyń krwionośnych". Kolejno prof. przytacza obecnie obowiązująca definicję miażdżycy zgodną z hipotezą wysuniętą niemal 170 lat temu przez niemieckiego lekarza Rudolfa Virchofa, który określił miażdżycę jako przewlekły stan zapalny naczyń. "Dzisiaj w zasadzie nie możemy nic dodać do tego stwierdzenia. Mało tego, w oparciu o hipotezę Virchofa kształtują się obecnie nowe kryteria diagnostyczne wspomnianej wcześniej, osobniczej podatności na występowanie chorób układu sercowo-naczyniowego, oparte na oznaczeniach markerów stanu zapalnego. Współczesna kardiologia wykorzystuje np. oznaczenia stężenia białka ostrej fazy (CRP) metodą ultraczułą, którą w zasadzie stosuje się przy oznaczaniu aktywności procesu zapalnego u małych dzieci. Trzeba pamiętać, że miażdżyca jest chorobą rozwijającą się kilkadziesiąt lat, a stan zapalny leżący u jej podłoża cechuje się niskim nasileniem. Jednocześnie każdy inny, ostry stan zapalny może przyspieszać rozwój miażdżycy. Dlatego nieobojętne dla dalszych losów pacjenta jest częste występowanie u dzieci infekcji układu oddechowego czy próchnicy, która jest w naszym kraju istną plagą. Choroby układu sercowo-naczyniowego coraz częściej rozpoznajemy zresztą u dzieci i młodzieży. Dotyczy to przede wszystkim osób, u których wspomnianej, wrodzonej podatności towarzyszy nadwaga, otyłość czy początki nadciśnienia tętniczego. Oczywiście, u młodzieży nie stosuje się inwazyjnych metod diagnostycznych, można natomiast ultrasonograficznie oceniać grubość kompleksu infima-media naczyń szyjnych. U wielu dzieci w wieku 14-15 lat stwierdza się ewidentne zmiany wskazujące na tworzenie się płytki miażdżycowej." W odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego w wielu przychodniach nie oznacza się wszystkich frakcji cholesterolu, skoro wiadomo, że zaburzenia lipidowe to jeden z głównych czynników promiażdżycowych, prof. Naruszewicz powiedział: "To jest kwestia tylko tego, czy takie badanie zlecimy. Badanie nie jest drogie i w zasadzie można je wykonać w każdym laboratorium. Lipidogram jest bardzo istotną przesłanką do wczesnej interwencji." Prof. zauważa także, że "pierwotna profilaktyka jest zagadnieniem bardzo zaniedbanym. Często spotykamy się z opinią, że wdrażanie farmakoterapii u dzieci lub młodych dorosłych jest bezsensowne, chociaż konsekwencje braku profilaktyki ponosić będzie właśnie ten młody człowiek. Leki hipolipemizujące są bezpieczne, ich wdrożenie skazuje jednak pacjenta na farmakoterapię do końca życia. Z leczenia zaburzeń gospodarki lipidowej nie można się wycofać, tak jak nie można zrezygnować z leczenia cukrzycy czy nadciśnienia tętniczego. Przy podejmowaniu takich decyzji bardzo istotny powinien być wywiad rodzinny odnośnie do wczesnego występowania chorób układu sercowo-naczyniowego. Mam wrażenie, że wielu lekarzy boi się nakładać na swoich pacjentów tak rygorystyczny reżim terapeutyczny." Prof. Naruszewicz podkreśla, że "tak naprawdę nikt, łącznie z minister zdrowia, nie interesuje się niedoborami w naszej codziennej diecie składników określanych jako nutrienty. Należą do nich właśnie kwasy tłuszczowe i niektóre witaminy." Kończąc rozmowę, prof. apeluje: "Musimy zmienić nasz sposób myślenia o tej chorobie, Ministerstwo Zdrowia powinno rzeczywiście zająć się walką o zdrowie, a nie tylko o przetrwanie osób chorych. Ku mojemu zniecierpliwieniu - od ponad 20 lat nie robi się w zasadzie nic, by zwiększyć skuteczność profilaktyki pierwotnej chorób układu krążenia. To musi się wreszcie zmienić!"