2012-01-05 10:53:38 Redakcja am24.pl
Środki stare jak najstarszy zawód świata.
Z pewnością jedne z pierwszych praleków wykorzystywanych przez ludzkość. W końcu czymże było dla ludów pierwotnych banalne zapalenie otrzewnej czy inne przyziemne schorzenie wobec niemocy zapłodnienia wszystkich samic w okolicy...
Ludzie od zawsze poszukiwali cudownej receptury na środek napędzający krew do lędźwi i pobudzający umysł do miłosnego szalu, mieląc, rozcierając i wygotowując dosłownie wszystko, co wpadło im w ręce - rogi nosorożca, szafran, perły rozpuszczone w occie, sproszkowane biedronki, smażone prącie samca foki, czułki motyla, jad ropuchy lub inne „wynalazki".
Niewątpliwie ogromnym skokiem cywilizacyjnym było odkrycie sposobu wytwarzania alkoholu. Bez wątpienia jest to najpopularniejszy i zapewne najskuteczniejszy interkulturowy afrodyzjak świata. O ile oczywiście potrafimy się opanować i nie spożyć go w nadmiernej ilości, bo inaczej będzie jak w słynnym zdaniu z Makbeta: „Pobudza żądzę, a wstrzymuje wykonanie". Ale nie skupiajmy się tutaj na oczywistej oczywistości i zajmijmy środkami bardziej oryginalnymi niż przysłowiowa „seta".
W miłości jak w wędkarstwie - często wystarczy zmienić przynętę, aby ryby brały jak szalone. Warto więc może zaskoczyć panie czymś niecodziennym, czymś, co spowoduje, że ich niechęć do obcowania płciowego stopnieje jak lody bambino w rękach dziecka.
W zamierzchłej historii, a nawet i obecnie u ludów pierwotnych pokutuje przekonanie, że moce witalne danego organu tkwią w nim samym. Poprzez zjedzenie odpowiedniego organu zwierzęcia miało dojść do całkowitego przejęcia jego siły, dlatego też mężczyznom borykającym się z impotencją serwowano na przykład penisy jeleni lub jądra byków. Popularnym środkiem na tego typu problemy były również wszelkiej maści korzenie i bulwy wyglądem przypominające członek. Wraz z rozwojem ludzkości i wysublimowaniem gustów produkcją afrodyzjaków zajęły się czarownice, zielarki itp. specjaliści.
Preparaty były już bardziej złożone - składały się z kilku składników takich jak m.in. krew nietoperza, włosy łonowe borsuka, nasienie węgorza czy inne „niezawodne" substancje. Wraz z rozwojem nauki wytwarzaniem środków na potencję zajęli się poważni farmaceuci, odkrywając co rusz nowe cudowne preparaty.
Tak więc na przestrzeni wieków stosowano takie specyfiki jak: ambra, czyli woskowata substancja zawarta we wnętrznościach wieloryba, hippomanes - czarny śluz podnieconej klaczy (!), zupy gotowane z gniazd jaskółczych czy świeżo utoczona krew z jąder byka (pita przez matadorów przed randką). We Francji zajadano się grzebieniami kogutów oraz ich jądrami, zaś w starożytnym Rzymie oprócz ślimaków, jaj na miękko, trufli i grzybów stosowano też liąuamen, czyli specyfik ze zgniłych rybich wnętrzności.
Słowianie nie pozostawali w tyle i oprócz naparów z lubczyku opracowali także przepis na miłosny chlebek, który notabene w XVII w uznany został za potrawę niedozwoloną ze względu na magiczne podteksty. Receptura jego była prosta i podobno skuteczna: najpierw kobieta smarowała skórę miodem i posypywała ją pszenicą, a następnie zeskrobywała ziarna i mieliła je w młynku, przy czym najważniejszą rzeczą było, aby obracać rączkę urządzenia w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara - obracanie jej w drugą stronę wywoływało impotencję. Z tak uzyskanej mąki piekła chleb i podawała go do zjedzenia wybrankowi. Istotny był także sposób wyrabiania ciasta. Należało to robić między udami, a im wyżej, tym efekty były lepsze.
Innymi sposobami było częstowanie wybranego mężczyzny kołaczem, jabłkiem noszonym pod pachą lub wodą, w której przedtem dziewczyna się umyła. Być może były to pierwsze siermiężne próby intuicyjnego wykorzystania feromonów w celu zwabienia kochanka.
Jednym z bardziej drastycznych sposobów było przyrządzanie dla oblubieńca ryby, którą należało żywą włożyć do pochwy, poczekać, aż zdechnie, a następnie wyjąć i ugotować. Najstarszy przepis na afrodyzjak, spisany hieroglifami na zwoju 1700 lat p.n.e., mówi o napoju miłosnym z akacji i miodu, utwardzającym zazwyczaj miękką część ciała mężczyzny.
Także seler jako afrodyzjak opiewany był już w starożytnych pieśniach. Uważano, że ta bulwa przynosi szczęście i wieszano ją nad wejściem do domu, a także w miejscach spotkań ludności. Dla nas seler to przede wszystkim cenne źródło składników mineralnych (zawiera m.in. potas, cynk, wapń, żelazo, fosfor, magnez) i witamin (C, z grupy B, PP, E i prowitaminy A). Seler faktycznie wzmacnia układ nerwowy, działa moczopędnie, dobroczynnie oddziałując na nerki, moczowody i pęcherz, pobudza apetyt, ułatwia trawienie. Służy też do wybielania piegów i leczenia odmrożeń. Surówki i soki z selera oczyszczają organizm z toksyn, co sprzyja zachowaniu dobrego samopoczucia, a także łagodzą stany przemęczenia.
W tej całej gamie dobroczynnych właściwości wyróżnia się jego zastosowanie w leczeniu oziębłości płciowej u kobiet i impotencji u mężczyzn. Szczególne działanie wykazują podobno surówki z selera: wzmacniają odpowiednie organy i zwiększają ich siłę oraz witalność.
W średniowiecznej Anglii dużym powodzeniem cieszyły się szparagi. Parzone w czerwonym winie uznawane były za bardzo skuteczny środek pobudzający żądze. Dziś wiemy, że szparagi zawdzięczają to nie tylko fallicznemu kształtowi, ale też bogactwu witamin i minerałów w nich zawartych.
Egzotycznym afrodyzjakiem, który zrobił dużą karierę, jest cynamon - doskonała przyprawa zarówno do deserów czy kawy, jak i do zaostrzenia apetytu na miłosne igraszki. Już przed 4700 laty starożytni Chińczycy używali cynamonu nie tylko w kuchni. Aby osłodzić grę miłosną, wcierali cynamon w swoje genitalia.
Europejska szlachta mogła doświadczyć tej kosztownej przyjemności dopiero w XVI w., kiedy to Portugalczycy podbili królestwo Cejlonu, zdobywając jednocześnie monopol na dostarczanie cynamonu na stoły i części intymne możnych naszego kontynentu.
Także imbir, opisany jako roślina lecznicza w jednej z najstarszych chińskich ksiąg medycznych (około 2700 r. p.n.e.), uważany był za świetny afrodyzjak. W islamie uważany jest nawet za roślinę świętą. Można go używać w formie świeżej, suszonej lub kandyzowanej. Imbir doskonale wpływa na żołądek. Znany jest również jako środek wzmacniający odporność. Działa stymulująco, daje uczucie świeżości i - co najważniejsze - rozpala wewnętrzny ogień. Może być dodawany właściwie do wszystkiego, poczynając od mięs, a kończąc na napojach i ciastach.
XVIII-wieczny superkochanek Giacomo Casanovą za najskuteczniejsze afrodyzjaki uważał owoce morza: małże, ostrygi, krewetki i homary, ponieważ pochodzą z wody i są symbolem źródła życia. Sam zajadał się ostrygami. Ponoć na śniadanie potrafił ich zjeść aż 50 sztuk. Obecnie wykazano, że to cynk znajdujący się w dużych ilościach w ulubionym produkcie Casanovy wpływa pozytywnie na wydolność seksualną głównie płci męskiej. Odpowiednia podaż składników mineralnych spełnia kluczową rolę w regulacji czynności układu płciowego.
Stwierdzono też, że palacze są znacznie bardziej narażeni na zaburzenia funkcji seksualnych, bo kadm zawarty w dymie papierosowym blokuje wchłanianie cynku.
Jednak najsilniejsze działanie wśród naturalnych substancji uznawanych za afrodyzjaki przypisywane jest korze pewnego afrykańskiego drzewa o nazwie johimba lekarska. Któż z nasz nie słyszał o cudownym działaniu kilku kropli johimbiny dodanej w sekrecie do drinka koleżanki z pracy czy szkoły. Niestety, jest to raczej afrodyzjak dla mężczyzn, gdyż zawiera substancje chemiczne przyspieszające wzwód i wytrysk nasienia. Wpływa także na część mózgu odpowiadającą za odczuwanie doznań seksualnych. Afrodyzjak ten jest skuteczny, gdy bierze się go regularnie, ale nie dłużej niż przez 2, 3 tygodnie. Zaczyna działać mniej więcej pół godziny po zażyciu. W większych dawkach wywołuje halucynacje, co może być przydatne, kiedy partnerka nie jest olśniewającej urody. Co ciekawe, przydaje się również w leczeniu depresji i... cellulitu.
A co z popularną „hiszpańską muchą"? Oryginalna uzyskiwana jest ze zmiażdżonych chrząszczy Cantharis vesicatoria, a swoją sławę eliksiru miłości zawdzięcza powodowanym przez nią podrażnieniom organów wewnętrznych - przede wszystkim pęcherza moczowego i genitaliów. Uczucie swędzenia jednak nie ustaje po zbliżeniu, lecz dalej nęka przekrwione narządy, zmuszając niejako użytkownika do dalszej kopulacji. Hiszpańska mucha była niezwykle popularna w XVIII-wiecznej Francji. Madame de Pompadour podawała ją Ludwikowi XV, zaś markiza de Sade osadzono w więzieniu za podanie muchy hiszpańskiej kilku niczego niepodejrzewającym prostytutkom, co skończyło się ich zgonem. Powszechny był też zwyczaj zjadania słodyczy zawierających hiszpańską muchę. Na ulicy St. Denis w Paryżu, gdzie sklepy sprzedające wszelkie wspomagacze płciowe rywalizują z paniami lekkich obyczajów, by przyciągnąć uwagę klientów i turystów, dostępne są jedynie dwa afrodyzjaki -jeden z nich to właśnie owa mucha.
W dzisiejszych czasach jest to preparat oparty na zasadzie leku homeopatycznego, niepowodujący już tak poważnych skutków ubocznych jak chociażby wspomniane wcześniej zapalenie dróg moczowych. Czy jest skuteczna? Opinie użytkowników są skrajnie różne. Na pewno nie ma co oczekiwać, że piękna nieznajoma po sekretnym zaaplikowaniu jej kilku kropel wywaru z muchy rzuci się nam na szyję, ale przy regularnym stosowaniu efekty ponoć są obiecujące.
Obecnie zawrotną karierę robią substancje zwane feromonami. Są to naturalne, lotne substancje chemiczne wydzielane przez organizmy żywe. Występują podobno również w pocie, ślinie i innych ludzkich wydzielinach. Ich wysoki poziom u danego człowieka przyczynia się do podświadomego pozytywnego odbierania go przez tych, którzy z nim się zetkną. Feromony powodują, że wydzielająca je osoba wydaje nam się godna zaufania, niezwykle atrakcyjna i wręcz lgniemy do niej. Ponoć działają one na każdą napotkaną osobę, uatrakcyjniając nas w jej oczach. Ich stosowanie może się zatem złożyć nie tylko na sukces w sypialni, ale i w każdej innej sferze życia.
Krążą nawet tak zwane miejskie legendy o tym, że w hipermarketach słabo sprzedające się towary spryskuje się feromonami w celu podniesienia ich atrakcyjności.
Naukowcy są podzieleni co do oceny ludzkich feromonów. Ich występowanie u ludzi nie zostało w pełni potwierdzone. Kilku badaczy twierdzi, że udało im się dowieść ich obecności, aczkolwiek nie została ustalona struktura chemiczna feromonów. Faktem jest, że zwierzęce feromony zostały zaprzężone do walki z owadzimi szkodnikami sadów i upraw rolnych już prawie 100 lat temu. Pierwszą pułapkę feromonową zastosowano w USA już w 1913 roku, walcząc z brudnicą nieparką. Dziś to powszechny sposób na walkę z wieloma gatunkami szkodników.
Jest więc szansa, że i na zastawione przez nas pułapki feromonowe złapie się jakaś nieostrożna, acz seksowna ćma...
| Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Bądź pierwszy – dodaj komentarz! |
|
AMORECAPS, 30 kapsułek![]() ![]() ![]() ![]() Produkt chwilowo niedostępny |
|
PENIGRA INTIM GEL, 50 g![]() ![]() ![]() ![]()
cena: 15,01 PLN
|
|
LOVE MAX, 6 kapsułek![]() ![]() ![]() ![]()
cena: 7,78 PLN
|